„Frozen Charlotte” – Jack White

Third Man Records, 10 lipca 2026

„Frozen Charlotte” – Jack White

Jack White to solidna marka. Od czasów trzeciej płyty The White Stripes śledzę jego poczynania i w zasadzie ani razu nie poczułem się rozczarowany. Słuchając tegorocznego solowego albumu „Frozen Charlotte” pierwszy raz poczułem jednak pewnego rodzaju znużenie. O ile otwierający singlowy numer „G.O.D. and the Broken Ribs” sprawił, że z uznaniem pokiwałem głową, tak płyta jako całość nie zrobiła na mnie szczególnego wrażenia. Wszystko się tu co prawda zgadza – drapieżny wokal, głębokie brzmienie gitary, zaciągający Hammond, punktująca perkusja – ale jakoś mnie nie porywa. Jeszcze poprzedni album „No Name” (2024) zagrany z tym samym składem muzyków, naprawdę mnie elektryzował. Tym razem numery sobie lecą, a ja czekam na coś więcej. W otwarciu „Raising The Grain” słyszę zaczepne „Hey!”, ale potem już jest normalnie, z odwołaniem do Zeppelinów. Mogę zgodzić się z wybraniem na drugi singiel „Dollar Bill”, bo to dość akuratny numer. Jest w nim zgrabna zagrywka gitarowa, która kojarzy mi się z serialem „Co robimy w ukryciu”. Kolejne kawałki na tej płycie są w porządku, nie ma się do czego przyczepić, ale jakoś tak lecą obok mnie i nie angażują. W swojej około trzyminutowej formule czegoś tam wewnętrznie szukają, ale jakby mało skutecznie. Czasem wynikają z siebie, jak w przypadku utworów „She’s in a Frenzy” oraz „Making Contact”, które nawet czas mają identyczny co do sekundy, ale nic więcej z tego nie wynika. Jakoś wyróżnia się z pewnością zamykający „Neighbors Blues”. Raz, że jest klasycznym bluesem, bez rock’n’rollowych naleciałości, dwa, że trwa dwa razy dłużej, niż średnia z pozostałych utworów. Dostajemy też jakąś zapadająca w pamięć melodię przewodniego motywu. Jest to pewnie jakiś pomysł na płytę, żeby dobrze zacząć i dobrze skończyć, a po środku dać coś na podtrzymanie zainteresowania i wystarczy. Płyta pasuje mi też do kolekcji, ma konsekwentną dla solowych dzieł White’a kolorystykę, ale czy będę do niej za parę lat wracał? Jakoś chyba mniej.     

„Frozen Charlotte” – Jack White
Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×