„The Sweet Goodbye” – Opus Kink

SO Recordings/Virgin, 31 lipca 2026

„The Sweet Goodbye” – Opus Kink

Sekstet z Brighton ma w sobie coś pociągającego. W zasadzie od pierwszych dźwięków ich debiutanckiej płyty, zawiązuje się nić sympatii. „Come Over, Do Me Wrong” to akurat singiel promujący album, ale każda z kolejnych kompozycji jest równie nośna. Grupa zadebiutowała tuz przed pandemią i do tej pory miała na swoim koncie tylko single i EP’ki.  Współpracowali m.in. z Timem Burgessem z The Charlatans, ale ich styl grania nie ma nic wspólnego z rave music. Generalnie panowie łączą post punk z elementami jazzu. Grają motorycznie, wokalista śpiewa dość niskim głosem - często ze wsparciem chórku, a nad wszystkim unosi się mgiełka barowego dymu z papierosów. Kompozycje są ładnie rozpisane na różne instrumenty, tak by słychać było wkład poszczególnych muzyków. Niepokojąca ciemna okładka płyty przydaje odbiorowi „The Sweet Goodbye” niemal gotyckiej grozy. Można szukać w muzyce Opus Kink pewnego powinowactwa z Deadletter, którzy też sięgają po dęciaki w swoim post-punkowym graniu. Ekipa z Brighton ma w sobie mniej zadziorności, są też w swojej muzyce bardziej sexy. Posłuchajcie wydanego w ub. roku na singlu „I’m a Pretty Showboy”. Jest w nich coś z ducha Blues Brothers, mój znajomy szukał nawet podobieństwa do Madness. Przy czym należy zauważyć, że w przeciwieństwie do wspomnianych „The Sweetest Goodbye” jest jednak płytą nagraną ewidentnie współcześnie. Na pewno twórczość Opus Kink ma w sobie pierwiastek rozrywkowy, raczej nie chodzi im o pociągania nas w rozpacz, czy chmurny gniew. Czuć w tej muzyce pewien dystans i ironię. Ich pierwsza EP’ka nosiła tytuł „Requiem dla kwarantanny”, teraz wśród nagrań mamy m.in. „I Have To Shine My Sunday Shoes”, czy po prostu „Oh, Irony”. W tytułowym utworze „The Sweet Goodbye” słyszymy męski mini chór, katarynkowy motyw i knajpiany nastrój. „Peckham Nocturne” to także sięgnięcie po konwencję dla osiągnięcia bardziej imprezowego efektu. Dawno nie czułem tak pozytywnego nastawienia do debiutantów z Wysp. Dobrze to brzmi, motywy wpadają w ucho, a kompozycje co i raz zaskakują ciekawymi rozwiązaniami. Dobrze się też do tej muzyki wraca i w sumie dziwię się, że nie jest o Opus Kink jakoś głośniej.  

„The Sweet Goodbye” – Opus Kink
Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×