Tej płyty słucha się na dwóch poziomach, z racji okoliczności w jakich powstała. James Ford walczył na śmierć i życie z ostrą odmianą białaczki i nagrywanie muzyki uznał z najlepszą dla siebie terapię. We wkładce do płyty możemy zobaczyć jak zorganizował sobie w szpitalu stół nagraniowy, są tez podziękowania dla rzeszy osób z personelu medycznego. W tekstach nie brakuje spraw ostatecznych, ale sama muzyka jest raczej wolna od strachu, rozpaczy, czy przygnębienia. To w zasadzie kolejny typowy dla Forda materiał oparty na elektronice, komputerach i wokalu. James Ford udziela się jako artysta i producent od początku tego wieku. Mam jego album nagrany z Simian, a potem płyty wydawane już jako Simian Mobile Disco. Mam jego dokonania z The Last Shadow Puppets, no i znam jego robotę producencką z płyt Arctic Monkeys, Depeche Mode, Gorillaz, a w tym roku składanki „Help 2”. Nie znam natomiast jego debiutanckiej płyty „The Hum” nagranej w 2023 roku dla Warp. „Lost In Another World” zanurzone jest w dream-popowej mgiełce, ale nie brak tu synth-popowych form i przebojowości. Dla Forda wzorem był z pewnością Robert Wyatt, który przez lata kreował nieoczywisty świat pastelowo-psychodelicznych dźwięków. Singlowy „Overtones” otwierający album dobrze definiuje styl tej płyty. Jednak już trzeci na liście „Til Our Days Are Gone” niesie mocniejszy bit i mrok bliższy płytom Depeche Mode, ale też New Order. Także wokal jest tu poprowadzony bardziej zdecydowanie, bliżej nowo-romantycznych wzorców, choć wciąż blisko stylu Hot Chip. Takim mocniejszym momentem jest też „This Too Shall Pass”. Ford nie jest naturalnym wokalistą i długo nie mierzył się nawet z formułą karaoke. Tu zadbał zarówno o główny głos jak i ten w chórkach. Posłuchajcie pogodnego z brzmienia „Silver Lining” by zorientować się, jak to wypadło. Odmienny w nastroju, wręcz elegijny jest „I Believe In You”. Ta stosunkowo szeroka paleta barw i uczuć jest akurat siłą tego wydawnictwa. Pomimo określonych, stosunkowo wąskich środków, James Ford stworzył całkiem bogaty album. „Homesick For Another World” brzmi nieco ejtisowo, jakby z okolic China Crisis. Drugi singiel – „The Ever After” więcej zawdzięcza z kolei Kraftwerk. Naprawdę przejmująco wypada utwór o znamiennym tytule „Did You Ever Want To Go To Your Own Funeral?”. Na szczęście to nie on zamyka album. „Lost In Another World” zawsze pozostanie muzyką z kontekstem. Przykładem mierzenia się z obawami o własne życie. Na pewno niesie ze sobą siłę przetrwania i tryumf nad lękiem. Refleksja nad kruchością życia wygrywa tu jednak z witalnością, pomimo optymizmu, jaki niewątpliwie góruje nad tą płytą.