Amerykański zespół Alabama Shakes odniósł naprawdę duży sukces, jak na przedstawiciela tzw. alternatywnego rocka i – co zaskakujące – zawiesił działalność po nagraniu raptem dwóch płyt. Wokalistka i gitarzystka – Brittany Howard rozpoczęła udaną karierę solową, którą także zawiesiła po nagraniu dwóch albumów. Zespół wrócił nieoczekiwanie jako trio (po wyrzuceniu perkusisty, który miał problemy z wymiarem sprawiedliwości) i podpisał kontrakt z dużą wytwórnią – Island Records. Nowa muzyka okazała się odmienna od wcześniejszych dokonań Alabama Shakes, ale czas płynie - od poprzedniego wydawnictwa upłynęło 11 lat. Nic dziwnego, że zespół gra teraz inaczej. Piętno wywarły również solowe dokonania liderki. Brzmienie zespołu stało się mniej naturalne, a styl mniej gitarowy. Ktoś zaszufladkował muzykę na „I Must Be Dreaming” jako psychodeliczny soul. Coś w tym jest. Z jednej strony to muzyka duszy, afirmacji życia, ale z drugiej krzyk niepokoju, cień szaleństwa naszych czasów. Obok lirycznych nagrań, jak „Garden”, czy „Easy” przypominających ballady Lenny Kravitza jest też powinowactwo z garażowym rockiem The Black Keys. Początek płyty - „Tea Time” i singlowe „Another Life” oraz „I Feel Hope Coming” są pewnym nawiązaniem do Sade i Morcheeby, przy czym wokal Howard operuje na wyższych rejestrach. Mnie się tej płyty przede wszystkim dobrze słucha, bo dotyka różnych muzycznych rejonów. Raz buja, innym razem rozleniwia, czasem zagrzewa, a bywa też, że uwalnia marzycielstwo. Trio wspiera dwóch perkusistów i trzech klawiszowców, więc przestrzeń muzyczna jest szeroka i urozmaicona. Ważnym nagraniem na tej płycie jest drugi singiel – „American Dream”. Nie tylko pod względem tekstu, ale też siły wyrazu. To swoisty protest-song. Utwór mocny i ze wszech miar poważny. W pewnym sensie dobrze, że po nim następuje lżejszy i spokojniejszy „Tied To You” - lepiej koresponduje z dominującym klimatem płyty. Zarazem słuchacz nie kończy spotkania z ta muzyką walnięty obuchem między uszy - nie o to w tej muzyce chodzi.