"Act III" - Kasabian

Sony/Columbia, 4 września 2026

Nieodparcie lubię Kasabian. To pewnego rodzaju fenomen, bo zespół po drodze stracił współautora dwóch pierwszych płyt i głównego wokalistę. Serge Pizzorno dźwiga jednak skutecznie ten zespół i właśnie ukazał się trzeci album, na którym komponuje, śpiewa i gra na paru instrumentach, a dziewiąty w całej karierze zespołu. „Act III” znów trafia na pierwsze miejsce brytyjskiej listy sprzedaży płytowej. Recenzji póki co nie widziałem, ale mnie wszedł ten materiał od pierwszego razu. To znów krótka płyta, złożona z trzyminutowych nagrań. Część ścieżek jest połączonych, są trzy interludia i cztery następujące po sobie utwory wybrane na single. Kasabian mocno korzysta z elektroniki, choć formalnie jest zespołem gitarowym. Kawałki z tej płyty znów skłaniają do skakania i zabawy, ale też niosą pozytywny nastrój i zwyczajnie cieszą. Kto lubi łączenie brudnej pikanterii muzyki klubowej z alternatywnym rockiem, co stosuje czasem Primal Scream, ten będzie usatysfakcjonowany „Act III”. Ja już swoje lata mam, ale chce mi się poimprezować przy nowym Kasabian. Czasem rzucą szlachetnym disco, a czasem akustycznym urokiem. Generalnie radzą sobie z trzymaniem uwagi i sympatii. Nie jest bynajmniej tak, że single górują chwytliwością nad innymi piosenkami. Weźcie takie „Soulmate”, czy „Silver Apple Eyes” – przecież są świetne. W końcówce utworu „The Guru And The Crypto Time Machine” odzywa się jakby wschodnia nuta, którą Sergio przywoływał już w przeszłości pisząc numer „Vlad the Impaler”. Utwór „Guide” przypomina mi klimat kompozycji Moby’ego. Z kolei „Hyper//Rising” ma w sobie coś z Black Sabbath. Zamykający „Say You (Closer)” tchnie niepoprawnym optymizmem. Naprawdę nie sposób źle się bawić przy tej płycie. Ja wiem, że czasem lepszy jest jeden wyrazisty hit, niż dziesięć fajnych numerów, ale ja wybieram tę drugą opcję. No i mam od ponad dwudziestu lat słabość do ekipy Pizzorno.

Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×