Z Madonną mam trochę tak, jak miałem z Michaelem Jacksonem – doceniam, ale płyt nie kupuję. Jeszcze w liceum miałem jakieś kawałki Madonny na swojej liście, ale potem znałem ją głównie z teledysków w MTV. Spodobała mi się płyta „Ray of Light” (1998), a potem imprezowy singiel „Hang Up” z motywem Abby. Kupiłem nawet „Confessions of the Dance Floor” (2005), bo w tamtym okresie sporo imprez jakoś było. Do sięgnięcia po drugą część tamtego wydawnictwa, zachęciły mnie przede wszystkim bardzo dobre recenzje. Nie słyszałem wcześniej żadnego singla. Wybrałem na zakup wersję 16-utworową i teraz już mogę powiedzieć, że bardzo słusznie. Wersja dwunasto-utworowa dostępna na naszym rynku, jest bardziej parkietowa. Mnie z kolei podoba się poszerzenie stylistyczne płyty, które zaczyna się na poziomie jedenastego nagrania. Otwarcie w postaci „I Feel So Free” jest bezpośrednim nawiązaniem do pierwszej części płyty. Swoją rękę przyłożył do tego numeru niejaki Arca. Potem dostajemy współczesny EDM, jak zwykle profesjonalnie wyprodukowany (podobnie jak wcześniej przez Stuarta Price’a), który jednak rzadko zaskakuje. „Bring Your Love” przynosi współpracę z współczesną następczynią Madonny – Sabriną Carpenter. Marketingowo i wizerunkowo to trafiony krok - sam numer nie robi jednak na mnie wrażenia. Bardziej podoba mi się singiel „Danceteria”, w którym Madonna cytuje słynny motyw z „Walk On The Wild Side” Lou Reed’a. Swoje dwa grosze dołożył tu też - znany ostatnio ze współpracy ze Stonesami – Andrew Watt. Jako, że Madonna jest światową ikoną popu, to w „Read My Lips” słyszymy kolumbijska gwiazdę – Feida. Jako ósmy na płycie pojawia się rytmiczny, singlowy kawałek „Love Sensation”, który - nie wiedzieć czemu -pominięto w krótszej wersji płyty. Uwagę zwraca nagranie „Bizarre” zrealizowane z Martinem Garrix’em. Od tego momentu podoba mi się ta płyta bez wyjątku. Najpierw poziom trzyma ciekawie miksowany utwór „School”, a następnie wzbogacone gitarą akustyczną „Fragile”. Krótsze wydanie płyty kończy zrealizowane ze Stromae nagranie „My Sins Are My Savior”. Moim faworytem od pierwszego odsłuchu została nieco trip-hopowa piosenka „Betrayal”, w której urzekają mnie partie trąbki i motyw pianina wzięty z Erika Satie. To zdecydowanie jedno z bardziej refleksyjnych nagrań na tej płycie, odstające nastrojem od jej tanecznego charakteru. Utwór „The Test” z wokalnym udziałem córki Madonny, wypada sympatycznie. Podobnie przyjemny jest finał w postaci „L.E.S. Girls” znów z wkładem Andrew Watt’a. Single wypuszczone na rynek zawierają mixy z udziałem Charli XCX i Kylie Minogue – niestety na tej edycji ich nie ma. Madonna nie musi ścigać się z młodzieżą, ale słusznie, że z nimi nagrywa. Nie musi też wytyczać już nowych trendów, ale należy jej się uznanie za ciekawe i nieoczywiste kolaboracje (Arca, Mirwais). Kiedyś błyszczała teledyskami, teraz wypuściła promocyjny film. Wciąż pokazuje, że liczy się na scenie i wciąż jest doceniana – także przeze mnie.