„Tunel” – Ernesto Sabato

Wydawnictwo Cyranka, 7 września 2026

„Tunel” – Ernesto Sabato

Debiutancka powieść argentyńskiego pisarza, wydana pierwotnie w 1948 roku, wielokrotnie ukazywała się w Polsce (pierwszy raz w 1963 roku). Sabato znał się z Gombrowiczem, cenił jego twórczość (z wzajemnością), a gdy pierwszy raz jechał do Polski promować „Tunel”, wziął od twórcy „Ferdydurke” przesyłkę dla jego bliskich w kraju. Ja z twórczością Sabato nie miałem wcześniej do czynienia, ale z ciekawego posłowia poznałem jego poglądy i życiorys. „Tunel” jest niczym „kronika zapowiedzianej śmierci”. Bohater, będący narratorem, przyznaje się do popełnienia zabójstwa kobiety o imieniu Maria, po czym snuje bardzo emocjonalną opowieść, jak do tego doszło. Początek jest jakoś intrygujący – bohater zwraca uwagę na pewną młodą kobietę, która zostaje zauroczona jednym z obrazów na jego wystawie. Chce ją poznać, co sprawia, że musi przeprowadzić prywatne śledztwo, by doprowadzić do spotkania. Z czasem zakochuje się w niej, a wręcz traci Marii głowę. Kobieta okazuje się osobą dość skrytą, wręcz tajemniczą, a jednocześnie rozpala gorące emocje. Autor często powściąga się w opowieści, ale po chwili znów wpada w wir dylematów, podejrzeń i pragnień. Znajomość z jednej strony zbliża bohaterów, a z drugiej obfituje w kolejne powody do nieporozumień. Z czasem porywczość bohatera zaczęła mnie razić, podobnie jak brak konsekwencji w jego działaniu. Brałem jednak poprawkę na jego południowy temperament i obsesyjną moc zakochania. Choć Maria irytuje bohatera swoją małomównością i brakiem jednoznacznych odpowiedzi na nurtującego go pytania, mnie wydaje się zdecydowanie bliższa, niż afektowany narrator. Sabato w całą opowieść wplata różne dygresje z zakresu filozofii, czy krytyki literackiej, niczym uczestnik stolikowych dyskusji z kręgu Gombrowicza. W istocie nie należał do jego kawiarnianego towarzystwa, ale ówczesne spojrzenie na człowieka i sztukę są ciekawym odzwierciedleniem powojennego ducha. Niewątpliwie ciekawe jest też śledzenie, jak z wielkiej miłości, bohater przechodzi w stan rozpaczy i chorej zazdrości. Dla zabójcy, Maria to prawdziwa femme fatale. Jednak jej charakter jest w dużym stopniu wytworem wyobraźni bohatera. Czytelnik sam może ocenić kim była Maria i czy słusznie bohater zostaje nazwany w finale głupcem. Sporo tu też fragmentów oddających koszmary senne lub pijackie zwidy. Całość tworzy dość żywą formę. Jedynie język narracji pozbawiony wulgaryzmów, nadaje tej literaturze wymiaru retro. Rzecz się jednak broni po latach i nie dziwię  się, że doczekała się kolejnego wydania.

Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×