Nie znam słynnego dzieła Elii Kazana z Jamesem Deanem z 1955 roku, ani telewizyjnej adaptacji z 1981 roku z Jane Seymour. Nie czytałem też wielkiej powieści Steinbecka. Wszedłem w ten serial bez oczekiwań, ani uprzedzeń. W siedmiu odcinkach zamknięto sagę Trastów, spisaną na tysiącu stron. Główny nacisk położony został na Adama i jego żonę Cathy – niejako środkowe pokolenie. Obydwoje wchodzą w dorosłość poranieni i próbują uodpornić swoje dalsze życie na wcześniejsze problemy. Adam stawia na dobro, którego nie zaznał w rodzinnym domu. Cathy w dobro nie wierzy i nie daje się zwieść ciepłu, miłości, ani skromności. Co ciekawe Adam, który dziedziczy po Ojcu majątek, sam nie potrafi odnieść sukcesu w biznesie. Z kolei pozbawiona wszystkiego Cathy, potrafi mocno stanąć na nogach i osiągnąć materialny sukces. To dość ciekawy komentarz do kapitalistycznej Ameryki przełomu XIX i XX wieku. Ojciec Adama dorabia się na oszustwie, a Cathy na prostytucji, kopaniu dołków pod innymi i prowadzeniu twardą ręką burdelu. Adam próbuje zrobić interes, kupując fabrykę lodu i wysyłając sałatę obłożoną lodem na drugi kraniec Ameryki. Nie bierze pod uwagę ryzyka, wierzy w sukces budowany wspólną pracą i w satysfakcję wszystkich stron. Taki idealny świat jednak nie istnieje. Gdy później jego syn dorabia się na handlu, uznaje to za zdradę uczciwych zasad. W codziennym życiu Adam jest pełen pokory, przyjmuje swój los i kolejne ciosy. Cathy nie zamierza godzić się na cokolwiek. Odrzuca wszelkie chrześcijańskie wartości. Nie chce być posłuszną żoną, matką, ani pobożną kobietą. Korzysta ze swojej młodości i urody i nie ma problemu, by zarabiać na seksie. Purytańska Ameryka akceptowała burdele, jako naturalny porządek rzeczy, a salon towarzyski Cathy odwiedzali najzacniejsi obywatele miasta. To niewątpliwie ciekawy aspekt kulturowy. Najbardziej szokuje jednak stosunek Cathy do Adama. Ten ciepły, troskliwy mężczyzna, który ją uratował, zostaje najpierw przez nią zdradzony, a potem porzucony, jak pies. Cathy nie zamierza też wychowywać dzieci. Rodzi je tyko za sprawą szantażu ze strony lekarza, który odkrył jej plany aborcyjne. Przeobrażenie cichej, biednej Cathy, w późniejszą, bezwzględną Kate jest naprawdę mocnym aspektem tej historii. W tej opowieści mamy też pewną równoległość losów. Adam jest tym dobrym, a jego brat Charles zadziornym. Potem bliźniacy urodzeni przez Cathy są ich powtórzeniem. Aron jest grzeczny i łagodny, a Cal twardszy i bardziej krnąbrny. I znów to Charles i Cal lepiej radzą sobie w życiu, a Adam i Aron skazani są w życiu na porażki. Ciekawa w tej ekranizacji jest też kwestia podejścia do osiadłych w USA Chińczyków. Lee pracujący u Adama, wnosi wiedzę, cierpliwość, mądrość życiową i pokorę. Gdy jednak próbuje sam coś osiągnąć, Ameryka patrzy na niego nieufnie, a wręcz niechętnie. Dla mnie właśnie Lee jest najlepszą postacią w całej historii – szlachetną i uczciwą, a zarazem pragmatyczną i odpowiedzialną. To ciekawe, że pozostaje tylko służącym, choć jest najbardziej sprawczą postacią dramatu. To – obok postaci Cathy/Kate zapewne najbardziej kontrowersyjny wątek tej ekranizacji, na którą konserwatywni Amerykanie mogą patrzeć z niechęcią, czy wręcz oburzeniem. Podobny do Lee – Samuel Hamilton, ma w tym serialu mniejszą rolę do odegrania, niż w powieści. Z moralnego punktu widzenia „Na wschód od Edenu” to fascynująca historia i jako taka zachowuje swoją siłę bez względu na czasy.