"Pylon" - Beabadoobee

Dirty Hits Records, 25 września 2026

Angielska artystka Beatrice Laus (znana jako Beabadoobee), urodzona na Filipinach, pomimo edukacji zdobywanej w katolickiej szkole dla dziewcząt, rozwinęła w sobie zamiłowanie do alternatywnej rockowej muzyki w duchu Karen O i jej grupy Yeah Yeah Yeahs. Duży wpływ wywarł też na nią soundtrack do filmu „Juno”. Z czasem sama zaczęła grać, śpiewać i komponować. Jej pierwsza piosenka ujrzała światło dzienne w 2017 roku. Rok później podpisała już kontrakt z Dirty Hits Records, a do tej pory zdążyła wydać cztery duże płyty. „Pylon” sięgną po nr 1 w UK i dotarł do miejsca 7 w USA – to jak dotąd najlepszy wynik artystki. Do jej nagrania zaprosiła m.in. Hayley Williams z Paramore i Brendana Yatesa z Turnstile. Album, promowany przez cztery single, zbiera mocne recenzje. To wszystko skłoniło mnie do kupienia płyty. Na albumie przeważają krótkie, trwające poniżej 3 minut piosenki. Zasadniczo prym wiodą dziewczęce frazy, choć nie brak w tle brudnych gitar (wszak kiedyś Beabadoobee nagrała piosenkę „I Wish I Was Stephen Malkmus”). Tym samym łatwiej szukać tu porównań z Olivią Rodrigo, niż ze wspomnianym Yeah Yeah Yeahs. Mnie bardziej podoba się, gdy Beatrice trochę zniża głos i nieco go zadymia. Tak jest np. w singlowym „Switchblade”. Przeważnie jednak widzę oczami wyobraźni dziewczynę z gitarą o jasnym spojrzeniu i publikę w postaci uczniów ze szkoły średniej. Nic w tym złego, ale nie bardzo w moim guście. Utwory takie jak „Write Me a Letter”, czy „It’s Allright” podobają mi się w warstwie instrumentalnej, ale jako całość nie przekonują. Na pewno podoba mi się kawałek „Powerlines” zaśpiewany z wokalistą Turnstile – i to również od strony Beatrice. Nieźle wypada też utwór z udziałem wokalistki Paramore („Noything to Prove”), bo wokal jest tu bardziej drapieżny. Współtwórcą większości materiału na „Pylon” jest niejaki Gianluca Buccellati, znany ze współpracy m.in. z Laną Del Rey i Arlo Parks. Jego wkład odciąga artystkę od rockowych klimatów, co przełożyło się na sukces komercyjny, ale nie zawsze mi tutaj pasuje. O ile w singlowym „Memories” mamy lekki głos i lekką, akustyczną gitarę z klawiszem i wszystko dobrze współgra, to w innych miejscach czuję się zmylony aranżacjami.   Drugim współtwórcą jest – co ciekawe - Chino Moreno (Deftones), który podpisał się pod połową nagrań na „Pylon”. Zwolennikom cięższych brzmień odradzam jednak kontakt z tą płytą. Nawet jeśli Beatrice śpiewa miejscami zadziorniej, jak zdarza się to w finałowym „Satellite”, jednak klimat jest tu bliższy Avril Lavigne, niż ciężkim gitarom. Wszak niedawno supportowała Taylor Swift, a nie Metallicę. 

Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×