Zespół Ezra Collective robi zaskakującą karierę. Dostali jako pierwszy jazzowy skład nagrodę dla najlepszego zespołu na Wyspach (Brit Awards 2025). Grali w ub. roku na festiwalu Glastonbury. Wyróżnił ich Barack Obama. Tegoroczny album osiągnął numer jeden na listach sprzedaży w Wielkiej Brytanii (podobnie jak na liście płyt jazzowych i niezależnych). Grupa z albumu na album łapie coraz większe zasięgi. Kwintetowi z Londynu na pewno pomaga łączenie stylów i sięganie po elementy reggae, hip hop, czy latino. Zaprasza też na płyty ciekawe grono wokalistów. Generalnie są to artyści „gatunkowi” spoza pop-rockowego panteonu gwiazd. Na najnowszej płycie słyszymy w formie krótkich komentarzy głos aktorki znanej m.in. z „Czarnego lustra” (Lettitia Wright). W czterech nagraniach śpiewają Pa Saileu, Lila Ike, Leona Levis i Libiancę. Większość materiału to jednak utwory instrumentalne, jakkolwiek często z ładnymi, wpadającymi w ucho tematami przewodnimi. To o tyle zaskakujące, bo cała płyta ma niewesoły kontekst społeczny. Muzycznie rozgrywa się pomiędzy Afryką, Karaibami i Londynem w kontekście losów czarnoskórej społeczności. Okładka też podkreśla powyższą wymowę płyty. Przednia strona pokazuje trójkę czarnoskórych dzieci – jeden chłopiec zatyka uszy, drugi zasłania usta, a klęcząca dziewczynka przesłania oczy. Z tyłu okładki widzimy trzech czarnoskórych mężczyzn, opartych o ścianę domu, w trakcie kontroli osobistej, której dokonuje czarnoskóry funkcjonariusz. Muzyka jest jednak zasadniczo pogodna i żywiołowa. Dużą robotę robi elektryczne pianino, trąbka i saksofon. Do tego dochodzą ciepłe perkusyjne rytmy i głęboka barwa basu. Dobrze się tego słucha w słoneczne, wolne dni. Jedno z takich nagrań – „Jubilee Feeling” zostało wydane na singlu. Dwa pozostałe single to już kawałki z wokalami: „Only Love” (Pa Saileu) i „Well Organized” (Lila Ike). W drugim z tych nagrań warty odnotowania jest wkład Lee „Scratch” Perry’ego. Tytułowa nadzieja podnosi na duchu, a muzyka jest jej ważnym nośnikiem. Mnie najbardziej podoba się pierwsza – afrykańska część płyty. Całość mnie może nie porywa, ale przyjemnie się tej płyty słucha – pomijając przykry jednak kontekst kulturowy.