Drugi sezon polskiego serialu „Matki pingwinów” jest odważny. Pierwszy był edukacyjny, pouczający i wzruszający. Nowe odcinki, ukazujące dalsze losy bohaterów i ich projektu edukacyjnego, są pełne stresów, frustracji i niepowodzeń. Oczywiście jest też czułość, ciepło i miłość, ale okupione ciężarem, wyrzeczeniami i awanturami. Mam duże uznanie dla twórców tego sezonu, że nie tylko pokazują z bliska różne formy walki z wykluczeniem, ale również mówią o sprawach seksu skierowanych m.in. do dzieci (wiadomo jaki jest odbiór edukacji seksualnej w szkołach). Mamy tu także kobiece decyzje o samodzielności, pomimo problemów jakie się z tym wiążą. Są zderzenia nauczycieli z oczekiwaniami rodziców i fakt, że chodzi czasem o rodziców dzieci z niepełnosprawnościami, bynajmniej nie ułatwia relacji. Dostajemy zderzenie zdrowia i ambicji, ale również zdrowia i poczucia obowiązku. Ktoś podejmuje ryzyko, ale obok są bliscy, którzy nie chcą się na nie zgodzić. Mamy także przenoszenie stresów z pracy do domu i skutków takiego działania. Nikt tu nie daje recepty, jak tego unikać – poznajemy jedynie efekty wyładowywania na domownikach zawodowych problemów. Wbrew schematom kina familijnego, wyjazd integracyjny z dziećmi przebiega jak po grudzie, a pomysł ze wspólnym stawianiem szałasów, zupełnie się nie sprawdza. Dzieci mają problemy we wzajemnych relacjach i nikt z twórców serialu nie zamierza nam wmawiać, że wystarczy tylko uśmiech i wysłuchanie, by problemy zniknęły. Nie oszukujmy się, że chłopiec z porażeniem umówi się od razu na randkę z dziewczynką, z którą złapał kontakt w szkole. Albo, że chłopiec w spektrum da sobie wytłumaczyć wszystko na czym zależy dorosłym. Tych wyzwań jest w tym sezonie aż nazbyt dużo. Jest romans z ojcem koleżanki i konieczność domowej opieki nad matką po wylewie. Są oczekiwania sponsorów, urzędników z kuratorium, czy trenerów. Dzieci tęsknią do ojców, którzy znaleźli sobie nową rodzinę albo odsiadują wyrok w więzieniu. Trzeba często robić dobrą minę do złej gry. Takie właśnie jest nasze życie. Jednak bohaterowie się nie poddają a ich walka i determinacja wzbudzają podziw, dając wszystkim nadzieję. Nikt tu nie jest pozostawiony sam z problemami, z ktorymi się boryka – i to kolejny niezwykle ważny aspekt, na który zwraca uwagę ten serial. Doceniam nie tylko twórców serialu, ale także większość dzieci oraz aktorów wcielających się w postacie z „Matek pingwinów”. To jest i powinien być hit, także w skali międzynarodowej.