„No Bad Memories” – The Avalanches

Modular/EMI, 16 października 2026

„No Bad Memories” – The Avalanches

Czwarta płyta The Avalanches była dla mnie jedną z najważniejszych premier tego roku. Śledzę ich karierę od samego początku i jedynie żałuję stosunkowo rzadkiej aktywności wydawniczej (raptem cztery płyty na ćwierć wieku). Ostatnio bardzo podobała mi się kolaboracja Australijczyków z Jamie xx (kawałek wykorzystał w tym roku Żywiec w swojej reklamie, gdy jeszcze mógł się reklamować). Z zapowiedzi wiedziałem, ze na „No Bad Memories” Jamie xx pojawi się teraz jako jeden z gości. Podobnie jak inni moi ulubieńcy: Karen O z Yeah Yeah Yeahs czy Panda Bear z Animal Collective. Niestety, słucham tej nowej płyty od kilku dni i jakoś średnio mi wchodzi. Przede wszystkim nie bardzo przekonują mnie tu wokale, często obarczone swoistą dziecięcą manierą. Coś, co ciekawie wypadło na debiucie Superorganism, tu jakoś męczy. Album trwa w granicach klasycznych 45 minut, a napakowany jest aż dwudziestoma ośmioma kawałkami. Singiel trwający poniżej dwóch minut to format skrojony chyba pod Tik-Toka. Tworzy to duży misz-masz ze stratą dla poszczególnych piosenek. Co prawda taka technika konstrukcji płyt nie jest dla zespołu nowością, ale efekt jest moim zdaniem gorszy niż kiedyś. Podczas słuchania czuję się jakbym obcował ze składanką melodii towarzyszących bajkom dla dzieci. Proste maszyny, cienkie głosiki, nadpobudliwe rytmy. Spójrzcie zresztą na okładkę – kolorowe ludziki zrobione z dyskietki komputerowej i Ipod’a, mają cofać nas do czasów młodości.. Niektóre wsamplowane głosy przenoszą nas wręcz do lat 50. Wstawki z programów telewizyjnych, czy reklam kreują także specyficzny klimat albumu. Gościnnych wokali jest tu od groma. Nawet Mike Patton figuruje na rozkładzie, ale fani Faith No More niekoniecznie go wyłapią. Całość bazuje na nostalgii za starymi grami komputerowymi, wczesnym hip-hopem i electro-popem. Wstawki mają multikulturowy charakter, wszak taka jest od dawna kultura masowa. Całość ma neutralnie beztroski charakter, a wszystko rozpływa się w komercyjnym sosie. Jako koncepcja ma to sens i od biedy się sprawdza, ale trudno już zachwycić się którymkolwiek z sześciu singli. Sumarycznie, bliżej mi do rozczarowania, niż zadowolenia. Dodam, że płyta ma kilka edycji – wersja kompaktowa jest krótsza od tej w streamingu i ma dwa inne nagrania, niż zestaw dostępny w sieci. 

„No Bad Memories” – The Avalanches
Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×