„Data Mirage Tangram” – The Young Gods

Two Gentlemen, 1 marca 2019

Processed with VSCO with n1 preset

W latach 80. mało wiedziałem o muzyce industrialnej. Ministry grało jeszcze wówczas synth-pop, Nine Inch Nails kojarzyło się raczej z Depeche Mode, a Marylin Manson i Rammstein dopiero były w planach. Szwajcarskie trio z  The Young Gods nie poszło zgrzytliwą drogą Einsturzende Neubauten, ale i tak wyprzedzało ówczesne dokonania Laibacha, czy Swans. Pierwszy album zespołu – choć nagrany głównie w obcym Brytyjczykom języku, zrobił wrażenie na dziennikarzach Melody Maker, a jego sława dotarła nawet do Polski. Drugą płytę zespołu kupiłem sobie na winylu w czeskiej Pradze i w ten sposób dołączyłem do czynnych fanów Młodych Bogów. Pierwszy okres znajomości z ich muzyką zakończyłem na nieco przystępniejszej „T.V. Sky” z 1992 roku. Po 15 latach kolega zarekomendował mi album „Super Ready/Fragmente”. Ta motoryczna, mroczna muzyka miała nowy smak. Od razu zafundowałem sobie wtedy dwupłytową składankę XXY (XX Years 1985-2005) oraz kolejny, akustyczny (sic!) album „Knock On Wood” z 2008 roku. Dość nieoczekiwanie The Young Gods po wydaniu tej płyty zniknęli.

Dopiero kupując tegoroczny album „Data Mirage Tangram” uświadomiłem sobie, że od tylu lat o nich nie słyszałem. Adekwatnie do tej sytuacji nowy longplay wyłania się z głębokiej ciszy. „Entre En Matiere” to intrygujący wstęp w niespokojny świat Szwajcarów. Za elektroniczne „zabawki” odpowiada znów oryginalny członek zespołu z lat 80 – Cesare Pizzi. „Tear Up the Red Sky” mogłoby z powodzeniem znaleźć się na „T.V. Sky”. Płyta nabiera tu energii i przestrzeni. Promujący wydawnictwo utwór „Figure Sans Nom” to świetny, pulsujący transowo numer, który absolutnie wciąga w swoją dźwiękową narrację. Na jego tle „Moon Above” jest niemal teatralny, ma w sobie coś z „The End” Doorsów. Przewagę gitar nad elektronicznymi samplami słychać znów w potężnym, trwającym ponad 11 minut utworze „All My Skin Standings”. Przedostatni „You Gave My Name” to powrót do estetyki „Figure Sans Nom”. Kończący „Everythem” to czas wyciszenia maszyn, uspokojenia tempa i rzucenia kilku metaforycznych słów na pożegnanie. Ten powrót po latach miał sens. The Young Gods zawsze był zespołem odrębnym – może poza okresem „T.V. Sky”. Budował swe wypowiedzi na silnych fundamentach artystycznych, rozważnie i w poczuciu określonego przesłania. Wielu pewnie przegapi ich nową płytę, ale Ci, którzy po nią sięgną, pokiwają z uznaniem głowami.

Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×