Muzyka industrialna zafascynowała mnie pod koniec lat 80. Nie bardzo miałem jak jej słuchać, ale czytając artykuły w Non Stopie, czy Magazynie Muzycznym wyobrażałem sobie, że jest ekscytująca. O The Young Gods też czytałem i gdy w 1991 roku natknąłem się w Pradze na ich płytę „L' Eau Rouge” to oczywiście ją kupiłem. Potem słuchałem pirackiej kasety z „T.V Sky”, a gdy po wielu latach posłuchałem „Super Ready/Fragmenté” stwierdziłem, że zespół gra coraz lepiej. Wiadomo, że dziś szwajcarskie trio jest jakoś na uboczu – podobnie jak cały nurt industrialny, który zresztą przestał z czasem charakteryzować ich styl. Niemniej album „Appear Disappear” ponownie nie zawiódł moich oczekiwań. Brudna, transowa elektronika, zachrypnięty - bardziej deklamujący, niż śpiewający – wokal, to wciąż charakterystyczne atuty zespołu. Pierwszy raz natomiast odkryłem w tej muzyce analogię do klimatu muzycznego naszego Variete. Posłuchajcie choćby takiego „Hey Amour”, czy „Black Water”. Środki mocniejsze, ale pomysł na budowanie nastroju i efekt podobne. Także sposób korzystania z wokalu, czy dawkowanie instrumentów, by nie zrobił się niepotrzebny hałas, czy wreszcie transowa rytmika i oszczędność ekspresji – to elementy w znacznym stopniu spójne. Kilka razy przy odsłuchu tej płyty naszły mnie takie skojarzenia. Oczywiście The Young Gods brzmią potężniej, są sample, maszyny, ale czucie muzyki słyszę podobne. Co ciekawe, w kawałku „Mes Yeux De Tous” Szwajcarzy wykorzystali motyw z klasycznego kawałka The Jesus Lizard z ich płyty „Goat” - nie podejrzewałem ich o słuchanie amerykańskiego, gitarowego noise’u. Utwory na nowej płycie są krótsze, niż na monumentalnym „Data Mirage Tangram” z 2019 roku. Wciąż są natomiast motoryczne i dynamiczne w rockowy sposób. Czasem kłania się Prodigy, a czasem Ministry, ale charakterystyczny wokal Franza Treichlera od razu wskazuje na Szwajcarów. Mnie nieco bardziej podobają się ich kompozycje z głębszymi basami i plumkającymi akcentami. Dobre są też transy z przestrzenną elektroniką. Naprawdę latka lecą, a panowie nie spuszczają z tonu. Brawo dla nich!