„Foreign Tongues” - The Rolling Stones

Polydor, 10 lipca 2026

„Foreign Tongues” - The Rolling Stones

Stonesi są, jak wiadomo, wiecznie młodzi. W tej dekadzie wypuścili właśnie drugi album z premierowym materiałem, co ostatni raz przydarzyło im się w latach 90. Ich muzyka wciąż pełna jest wigoru, a Mick Jagger brzmi równie dobrze, co przed laty. Ten album nie próbuje niczego nowego, nie odświeża wizerunku i nie nawiązuje do współczesnych trendów. Stonesi są Stonesami. Nawet jeśli zapraszają gości w osobach Roberta Smitha, czy Bruno Marsa, to nie po to by zabrzmieć podobnie do tych artystów. Jeśli biorą się za przebój Amy Winehouse „You Know I’m Not Good” to w taki sposób, jakby to był ich kawałek, który kiedyś odstąpili Amy. Ja nigdy nie byłem wielkim fanem The Rolling Stones – zawsze wolałem The Beatles. Nie znam ich wszystkich płyt. Najbardziej lubiłem ich nagrania z końca lat 60. Od „Steel Wheels” (1989) nie kupiłem żadnej ich nowej płyty, aż do „Hackney Diamonds” (2023). Niemniej naprawdę mam uznanie dla tego co teraz nagrywają. Może nie rzuca mnie to na kolana, bo nie grają naprawdę niczego nowego. Zero zaskoczeń. Poza tym, że to wciąż ma swoją moc, styl i charakter – posłuchajcie choćby takiego „Hit Me In The Head”. Na szczęście Stonesi na przestrzeni lat sięgali po różne pomysły i gatunki – to nie zawsze był rock zbudowany na bluesie. Singlowy „Jealous Lover” przypomina o czasach, gdy zespół reagował na styl disco. Podobnie jest w „Never Wanna Lose You”. „Mr. Charm” przypomina mi koniec lat 60. gdy zespół nagrywał „Let It Bleed” (ten ekspresyjny kobiecy drugi głos!). Daruję im country-Dylana w „Ringing Hollow”, czy nieco dziaderskie „Some of Us”, bo naprawdę sympatycznie wypada. W „Covered In You” gra Paul McCartney – można się wzruszyć, zwłaszcza, że refren jest dość liryczny. Numer wpada też w ucho. Ballada „Back In Your Life” jest przyzwoita, ale nową „Angie” nie zostanie. Album kończy przeróbka standardu Chucka Berry’ego, po który zespół sięgnął już w latach 60. Nie wiem, czy konieczna – wszak tego typu granie dostaliśmy już na coverowym albumie „Blue & Lonesome” sprzed dekady. The Rolling Stones to tzw. żywa legenda. Formalnie są teraz triem, ale jak wiadomo i w dwie osoby można grać taką muzykę, a każdy chętnie wystąpi gościnnie na ich albumie. „Foreign Tongues” nie jest płytą z top 5 zespołu, ale do top 10 mógłby się jak dla mnie łapać. Na „Hackney Diamonds” próbowali grać czasami jak nie oni i nawet nieźle im to szło. Teraz wrócili do tego, co w ich twórczości najlepsze i w sumie chyba lepiej.

„Foreign Tongues” - The Rolling Stones
Posłuchaj najnowszej listy przebojów
×